Platfuss

Gazetka Szkolna II LO im. E.Plater w Białej Podlaskiej

Zaproszenie

Jeśli marzysz w przyszłości o zawodzie dziennikarza, stoi przed Tobą wyjątkowa okazja na zaistnienie w tej branży!

Zapraszamy Cię do współtworzenia gazetki razem z nami. Wspólna praca to nie tylko nowe znajomości, spotkania z ciekawymi ludźmi czy warsztaty dziennikarskie, lecz również możliwość kształtowania opinii szkolnej. Możesz zabrać głos w tematach poruszających publikę, zachęcać znajomych do czytania Twoich artykułów, a także pokazać je całemu światu!

Kto wie, czy nie będzie to pierwszy krok do światowej kariery?

Możesz zgłaszać się bezpośrednio do P. Ewy Borowskiej-Kurpety, lub do pozostałych osób wymienionych w redakcji.

Czekamy na Ciebie!

napisany przez Anna Grzeszyk w Bez kategorii mający Brak komentarzy

Przerwa wakacyjna

Witamy wszystkich wakacyjnie!

W czasie, gdy letni żar bije się z nieba, trudno o wykrzesanie z siebie większej porcji energii. Jednym taka pogoda odbiera wenę, drugim zaś przynosi jeszcze więcej kreatywności.  Po ciężkiej szkolnej pracy nasza redakcja postanowiła odpocząć od pisania, co nie znaczy, że możecie wziąć wolne od zaglądania na naszą stronę! Być może nieraz zaskoczymy Was świeżym, ciekawym artykułem. W końcu sezon ogórkowy trwa!

Znamy już większość przyszłych pierwszoklasistów, trwa jeszcze nabór uzupełniający. Mamy nadzieję, że wśród nich pozyskamy kilka ostrych piór do naszej redakcji. Szykujemy się do małej modernizacji portalu, zwłaszcza w kontakcie i wizerunku dziennikarzy. Zatem jeżeli chcecie zasilić nasze szeregi – serdecznie zachęcamy, później będziecie mogli poszczycić się mianem naszego reportażysty.

Platfuss – to będzie brzmieć dumnie!

napisany przez Anna Grzeszyk w Newsy mający Brak komentarzy

Karpaty Renaty, czyli przyroda pędzlem malowana

Metalowa puszcza i asfaltowa obojętność. Oto, co nas otacza. Budujemy sztuczny krajobraz, który tak naprawdę podoba się niewielu a i to nieczęsto. Być może w tym tkwi paradoks, powodujący naszą narastającą frustrację i rozpaczliwą chęć sięgnięcia po pierwotność?

Mówi się, że dzikich miejsc na świecie pozostało niewiele. Tymczasem rzeczywiście maleje ich liczba, jednakże prawie połowa globu nie ma wątpliwej szansy na życie w społeczeństwie zurbanizowanym. Oczywiście niesie to ze sobą pewne trudności, ale czy jakaś cywilizacja ich nie ma? My, jako Polacy, nie musimy sięgać daleko. Wystarczy zajrzeć choćby w rejony Beskidu Niskiego naszych sąsiadów, Ukraińców, gdzie zabiera nas autorka wystawy „Karpaty Renaty”, Renata Pawelec.

Pani Renata odkrywa przed widzem coś, co już praktycznie jest reliktem przeszłości sztuki nowoczesnej. Mianowicie naturalność. Dziś łatwiej jest sprzedać karykaturę życia niż piękno natury. Tymczasem jak to jest z nami, że gdy widzimy Lazurowe Wybrzeże czy choćby jaskinie wapienne, serce natychmiast rwie się, by te widoki zobaczyć? To nie może być oparte na naszej kulturze, lecz siedzieć gdzieś głębiej, być bezwzględną wyrocznią piękna.

Oto oglądamy wystawę inną, do jakiej nie jesteśmy przyzwyczajeni. Otoczeni okrutnym i genetycznie modyfikowanym rodzajem humanizmu wpatrujemy się w obrazy, gdzie człowiek tworzy tylko tło dla natury. Betonowa dżungla za oknem tak wyraźnie kontrastuje z feerią barw, którą emanują pagórki.

Żeby w pełni zrozumieć autorkę, trzeba kochać góry. To miłość bezwzględna i trudna zwłaszcza dla nas, urodzonych i wychowanych na nizinach Podlasia. Kiedy przyjeżdżam do domu po takiej wycieczce, pierwszym skojarzeniem jest to, co powtarza wielu przybyszy: „Jak tu płasko!”

Chyba faliste zbocza działają na nas tym bardziej. Spotkanie z górami to swoista egzotyka, coś co przyciąga każdego mieszczucha. Artystka powiedziała, że zapragnęła zabrać góry tam, gdzie jest równo. To nie tylko inny świat malarki, która na co dzień mieszka w Warszawie. To jej świat przenośny, który można spakować do plecaka. Jej obrazy są subiektywnymi fotografiami wspomnień, gdzie nie liczy się data ani czas. To pamiętnik wzlotów i wzruszeń. Uporu i wytrwałości, okupionych godzinami spędzonymi na mrozie lub jedynie nadgryzionym posiłkiem. To swoiste dążenie do odkrycia dawnego świata, który chowa się jeszcze po kątach świata.

Na obrazie nie widać całej rzeczywistości. Pani Renata fotografuje zdarzenia, jednakże w jej obrazach żyje coś, czego nie można uchwycić i jednoznacznie zaszufladkować.

Zachwycić się pięknem przyrody. To takie ludzkie i piękne w swym samo istnieniu. Ukraińska natura z wyglądu przypomina Polskie góry, jednak pozostała względnie nienaruszona. Schodząc z każdego większego polskiego szczytu napotyka się od razu kilka kramików sprzedających niewiadomego pochodzenia oscypki czy pamiątki w niebotycznie wysokich cenach. Tam schodzi się do wsi zamieszkałych przez najwyżej kilkunastu mieszkańców. Wielu z nich żyje bez dostępu do mediów, korzysta w wiekowego i uciążliwego transportu, jednak mimo wszystko potrafi się na turystach dorobić. Spartańskie uroki wędrówki mogą być taką samą ucztą duchową jak pławienie się w luksusach. Bo, w istocie rzeczy, tak niewiele do szczęścia potrzeba nam…

Wystawę Pani Renaty Pawelec można oglądać w Galerii Podlaskiej codziennie od 9.00 do 16.00 do 7 maja 2009r.

napisany przez Anna Grzeszyk w Recenzja mający Brak komentarzy

Cudze chwalicie…

Jakiś czas temu, w celu zabicia czasu, jaki mi pozostał do mojego ulubionego serialu, zacząłem skakać po kanałach. Na jednym z programów informacyjnych zrobili sondę: Kiedy żyło się Pani/Panu lepiej? Teraz, czy przed ’89. To, co usłyszałem mnie zszokowało. Kobieta, której wygląd mówił, że z PRL’u jeszcze nie zdążyła wyskoczyć, mówi, że teraz jest strasznie.
Pytam się swojego ojca (ja z racji swojego wieku, realiów PRL’u nie znam) jak to było.
-” Wchodziło się do sklepu, a tam tylko ocet, ewentualnie suchy kawałek boczku albo słoniny. Jak coś rzucili do tego sklepu, to się dopchać nie było można.”
-I jak jej mogło żyć się lepiej?
Szczerze mówiąc wyobrażenie sobie tego, że w sklepie na półce stał tylko ocet jest trudne. Właściwie, to nie wyobrażam sobie takiego czegoś. My (mówię w imieniu pokolenia lat 90 XX wieku) nie dopuszczamy nawet takiej możliwości. Jeśli teraz, jakimś cudem, ktoś przeniósłby nas do 1981 roku to pewnie umarlibyśmy z szoku (sprawdzałem w Internecie-to jest możliwe). A takie jeansy? Kto z nas nie nosi jeansów? A wtedy żeby kupić ulubione spodnie wielu ludzi, trzeba było iść do peweksu i płacić za nie dolarami. Albo czekolada. Wtedy jedyną namiastką najlepszego ze słodyczy świata był wyrób czekolado podobny.
Nie doceniamy tego, co mamy. Potrafimy tylko narzekać na to, że jest za słabo. Dostrzegamy tylko złe strony. Niedociągnięcia. Nie umiemy cieszyć się z tego, co mamy teraz. Porównujemy wszystko z Ameryką, gdzie za dolara można kupić dobry humor w puszcze (pewnie dodają tam THC), albo większe poczucie wartości w proszku, do rozrobienia w wodzie.
A kontynuując myśl, że nie doceniamy tego, co mamy, to pewnie dostrzeglibyśmy to wtedy, gdybyśmy to stracili. Najlepiej od razu, bez żadnego uprzedzenia, żebyśmy nie zdążyli schować czegoś pod łóżkiem.
My uwielbiamy narzekać. Po prostu taki mamy zwyczaj. O, i kochamy zazdrościć. Najczęściej przedmiotów materialnych. Nie wiem dlaczego, ale jeżeli ktoś tylko ma coś lepszego od nas staramy się dopaść (w dzisiejszych czasach zakupy są jak polowanie) mamuta większego i bardziej owłosionego niż sąsiad. I żeby jeszcze bardziej cieszyć się z naszego „mamuta” robimy wszystko, by włożyć w to mniej pracy niż poprzednik.
Właściwie to teraz powinienem napisać puentę. Ale nie wiem jaką. Nie mam zielonego pojęcia (z zazdrości, bo ktoś na pewno je ma), co miałbym napisać. Chyba wszyscy słyszeli/czytali, że trzeba doceniać to, co się ma. Że nie powinniśmy narzekać na wszystko dookoła. Nie będę powtarzał czegoś, o czym mówi się od dłuższego czasu w domach, telewizji i szkołach. Jeśli do tej pory nie słuchaliśmy to teraz nagle zaczniemy?

napisany przez Jakub Kordyś w Bez kategorii mający Brak komentarzy